Mazowieckie zwyczaje Wielkanocne

Wielkanoc należy do świąt cyklu wiosennego, którego termin wyznaczają Środa Popielcowa oraz Święto Zesłania Ducha Świętego nazywanego Zielonymi Świątkami. Jest najwcześniej ustanowionym i najuroczyściej obchodzonym świętem chrześcijan na pamiątkę męki, śmierci i chwalebnego Zmartwychwstania Chrystusa. W kulturze ludowej z okresem tym łączyły się liczne zwyczaje i obrzędy kościelne, a także tradycje domowe i rolnicze. Obfitował on w rozmaite praktyki  mające na celu zabezpieczenie ludzi, zwierząt i pól przed chorobami, czy klęskami. Rytuały religijne przybierały często magiczny charakter. Po II wojnie światowej wiele z nich zanikło lub uległo przekształceniu. Szczególnie dotyczy to zabiegów magicznych i wróżb. Wzrost świadomości i wiedzy mieszkańców wsi spowodował, że stali się wobec nich bardziej krytyczni. Do dzisiaj zachowały się tylko nieliczne, stanowiąc relikty tradycyjnej religijności powiązanej z praktykami magicznymi i wierzeniami, jak zwyczaj wykonywania palm czy zdobienia pisanek.

Jeszcze do przełomu XIX i XX w. północne Mazowsze zamieszkiwali chłopi i drobna szlachta utrzymujący się głównie z pracy na roli. Ziemia zawsze była dla nich najważniejsza, ponieważ zapewniała byt rodzinie przez cały rok. Cykl życia wyznaczały pory roku, w których okresy wytężonej, codziennej pracy w polu i gospodarstwie przeplatał czas świętowania. Liczne zabiegi magiczne wykonywane w okresie świątecznym miały jej zapewnić płodność i obfite plony. Święta Wielkiej Nocy rozpoczynały kolejny cykl życia oraz stanowiły zapowiedź wzmożonej pracy w polu i gospodarstwie.

Wielkanoc  ustanowiona została w II w. i zalicza się do świąt ruchomych. Wyznacza terminy innych świąt: Zielonych Świątek, Bożego Ciała, Wniebowstąpienia Pańskiego, uroczystości Trójcy Przenajświętszej[1]. W pierwszych wiekach nazywana była Paschą. Nazwa ta związana jest z cudownym zmartwychwstaniem Jezusa, które miało miejsce w niedzielę tuż przed wschodem słońca. W tym samym czasie Żydzi obchodzili swoje święto – Pesach na pamiątkę wyzwolenia z niewoli egipskiej. Podczas pierwszej wiosennej pełni księżyca zabijali baranka i wypiekali chleb z jęczmienia (na znak dziękczynienia za pierwszy wiosenny zbiór jęczmienia). Ponieważ Jezus został skazany na śmierć w święto Pesach (Pascha) po południu, stał się  barankiem ofiarnym. Jego symbolem do dziś jest baranek wielkanocny (Agnus). Wypiekany z ciasta, robiony z masła lub cukru – umieszczany jest na świątecznych stołach i w koszyczkach ze święconką. W 325 roku Sobór Nicejski ustanowił termin obchodów Wielkanocy między 22 marca a 25 kwietnia, w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca[2]. W obchodach Wielkanocy można odnaleźć liczne powiązania z ze starszymi niż chrześcijańskie  wierzeniami, mitami oraz świętami ku czci bogów, miedzy innymi: pogańskim kultem powitania wiosny, świętami zbóż i winnej latorośli czy obchodzonymi na przełomie pór roku świąt ku czci zmarłych[3].

ŚRODA POPIELCOWA

Wstępem do obchodów Wielkanocy jest Środa Popielcowa, zwana także Popielcem lub Środą Wstępną. Od tego dnia rozpoczyna się trwający czterdzieści dni Wielki Post. Sam dzień obfituje zarówno w obrzędy poważne jak i wesołe, towarzyskie. Wierni obowiązkowo udawali się do kościoła na nabożeństwo, podczas którego kapłan posypywał ich głowy popiołem, pochodzącym ze spalonych palm. Obrzęd ten miał przypominać  o kruchości i przemijaniu ludzkiego życia, nakłaniać do pobożnych rozmyślań, żalu i pokuty za grzechy oraz do umartwień i postów[4]. W Środę Popielcową obowiązywał ścisły post. Jeszcze do początku XX w. ludzie spożywali tylko suchy chleb i wodę, a starsi – pili tylko wodę. Gospodynie szorowały garnki po karnawale, aby przed Wielkim Postem pozbyć się z nich tłuszczu. Mimo, iż Popielec stanowił kres zapustnych zabaw, trwały one jeszcze przez cały dzień. Na mazowieckich wsiach bardzo popularne było więc rozbijanie wypełnionych popiołem glinianych garnków w sieniach sąsiadów lub wzajemne okładanie się młodzieży pończochami wypełnionymi popiołem[5]. Na Mazowszu wschodnim chłopcy przypinali dziewczętom na plecach tzw. „kloce”  lub „stempy”[6] – niewielkie szmaciane lalki lub wystrugane kawałki drewna, a nawet łapy kurze, głowy śledzi czy skorupy jaj.  Wieczorem chodzili po wsi i „bili” dziewczęta lub siebie nawzajem powrósłami wykonanymi z siana lub słomy. Wszystkie te obrzędy dla panien i kawalerów stanowiły rodzaj kary za to, że w zapusty nie stanęli na ślubnym kobiercu. W Środę Popielcową bardzo popularne były również obrzędowe tańce kobiet. Nawiązywały one prawdopodobnie do przedchrześcijańskich obrzędów  związanych z płodnością i urodzajem. Starsze mężatki zwoziły do karczmy te świeżo poślubione i zmuszały do stawiania jadła oraz wódki, nazywając to „wkupnem do bab”[7]. Okup musiał też złożyć każdy mężczyzna wchodzący do karczmy, którego pozbawiano na przykład elementów garderoby. Dobrze podpite gospodynie wybiegały na środek karczmy i rytmicznie podskakując śpiewały zaklęcie.

"Na len na konopie, żeby się rodziły,

żeby nasze dzieci i my nago nie chodziły”[8].

Im wyżej podskakiwały, tym wyższe miały rosnąć łodygi lnu. Środa Popielcowa była ostatnim dniem pozwalającym na stosowanie tych praktyk. W Środę Popielcową zrywano też gałązki wierzby, malin lub porzeczek i wstawiano do wody, aby zakwitły na Niedzielę Palmową.

WIELKI POST

Wielki Post został ustanowiony w II w. podobnie jak i sama Wielkanoc. Ze względu na prześladowania pierwszych chrześcijan początkowo trwał bardzo krótko – w Wielką Środę i w Wielki Piątek. Około VII w. Środę Popielcową wyznaczono na pierwszy dzień liturgii wielkopostnej. Do dnia dzisiejszego trwa on pełne sześć tygodni[9]. Dawniej bardzo gorliwie wypełniano zalecenia kościoła dotyczące świąt religijnych. Wielki Post był czasem skupienia, wyciszenia, postów i umartwień, które miały przygotować wiernych do święta Zmartwychwstania Pańskiego. Nie organizowano hucznych zabaw ani wesel. Mieszkańcy wsi uczestniczyli w piątkowych nabożeństwach Drogi Krzyżowej i modlitwie Gorzkie Żale. Niektórzy nakładali na siebie dodatkową pokutę powstrzymując się od palenia tytoniu, spożywania alkoholu, używania przekleństw czy wyrzekając się przyjemności. Starano się mówić ściszonym głosem, powstrzymywano się od nieprzyzwoitych żartów czy kłótni. Czas upływał w ciszy i spokoju wypełniony codziennymi obowiązkami. Mężczyźni rozpoczynali przygotowania do wiosennych prac polowych. Kobiety opiekowały się inwentarzem oraz tkały na krosnach przygotowany na jesieni len. Spokój Wielkiego Postu przerywały hałaśliwe obrzędy półpościa. Przypominały o zbliżającej się Wielkanocny, a wraz z nią nowego życia, wiosny i obfitego jedzenia. Obchody półpościa na całym Mazowszu były podobne. Po wsiach chodziły grupy chłopców obwieszczające mieszkańcom wsi nastanie półpościa. Mocno hałasowali uderzając kijami o płoty lub wprawiając w ruch drewniane terkotki i kołatki, nazywając to „wybijaniem półpościa”[10]. O ściany lub drzwi chat rozbijali tez stare gliniane garnki wypełnione popiołem. Do bardziej niewybrednych żartów należało zamalowywanie okien, wynoszenie sprzętów gospodarskich poza zagrody lub wciąganie ich na dachy stodół czy też zatykanie kominów. Powszechną praktyką na pozbycie kłopotliwych gości było przekupienie ich  drobnymi pieniędzmi.

NIEDZIELA PALMOWA

Początkiem obchodów bezpośrednio związanych z Wielkanocą jest Niedziela Palmowa (nazywana też Wierzbną lub Kwietną).  Wierni świętują triumfalny wjazd Chrystusa do Jerozolimy, gdzie witano Go kwiatami i palmowymi gałązkami. Uroczyste procesje oddające hołd Jezusowi zapoczątkowali w IV w. chrześcijanie w Jerozolimie. Natomiast zwyczaj święcenia zielonych gałązek (palm wielkanocnych) wprowadzony został do liturgii kościelnej w wieku XI[11]. Niezależnie od kraju czy regionu, najważniejszym elementem palmy była zielona gałązka. W przypadku, gdy Wielkanoc wypadała bardzo wczesną wiosną, trudno było o zielone gałązki, stąd zwyczaj wstawiania ich do wody w Środę Popielcową. Wykorzystywano także rośliny wiecznie zielone takie jak borówki, barwinek czy  gałązki sosny. W połowie XIX w. zielone gałązki zaczęto ozdabiać kwiatkami wykonanymi z bibułki lub krepiny. Wygląd palmy różnił się w zależności od regionu Polski, a w przypadku historycznego Mazowsza, nawet w  samym regionie. Na Mazowszu północno-zachodnim składnikami palm były: trzcina wodna, borówki, bazie wierzbowe, a także drobne bibułkowe kwiatki w jasnych kolorach (biały, błękitny, bladoróżowy). Wszystkie składniki układano w bukiet, a rękojeść owijano spiralnie paskiem bibuły karbowanej z ponacinaną jedną krawędzią. Wysokość palmy nie przekraczała pół metra. Na wschodnim Mazowszu palma składała się z wierzbowych witek, przybranych zielonymi gałązkami borówek, barwinku, widłaku, oleandra i kolorowych kwiatków z bibułki[12]. W okolicach Wysokiego Mazowieckiego czy Zambrowa palmą była gałązka maliny, porzeczki lub wierzby ozdobiona wstążeczką. Na Kurpiach po II wojnie światowej zaczęto  wykonywać palmy długie liczące półtora i więcej metrów. Długi kij oplatano gałązkami sosny i ozdabiano borówkami, baziami, widłakiem, wielobarwnymi bibułowymi kwiatami oraz wstążeczkami. Wysokość palmy tłumaczono, że im wyższą się uwije, tym wyższe urosną dzieci[13]. Po poświęceniu w kościele i obniesieniu w procesji kościelnej palma nabierała magicznej mocy i służyła człowiekowi przez cały rok. Ze względu na jej uniwersalne przeznaczenie, święcono zwykle kilka palm. Wierzono, że uderzenie palmą osoby tuż po wyjściu z kościoła, zapewni jej zdrowie i pomyślność. Zjedzenie wierzbowych kotek miało chronić gardło przed  chorobami. Palmą okadzało się lub kropiło święconą wodą krowy po ocieleniu i bydło w Wielki Piątek. Dymem z palmy okadzano również osoby chore. Na pierwszy wiosenny wypas bydło wypędzano palmami. Zabezpieczano je w ten sposób przed ,,natarczywością” owadów i chorobami. Stawiane w oknach miały chronić dom przed uderzeniami  pioruna. Palm nie wolno było wyrzucać. Palono je w piecu chlebowym, aby zapewnić sobie dobre wypieki lub przeznaczano do spalenia na popiół, którym posypywano głowy wiernych w Środę Popielcową. Z czasem składniki palm zaczęto modyfikować: na przykład barwinek czy borówki zastąpiono bukszpanem, zrezygnowano z widłaka (pod ścisłą ochroną) oraz trzciny wodnej. Dzisiaj najczęściej spotykaną palmą jest palma wileńska wykonana z barwionego mchu i suchotników.

Nabożeństwo w Niedzielę Palmową rozpoczyna procesja wokół kościoła. Do ostatniego soboru watykańskiego w 1965 r. procesja trzykrotnie obchodziła kościół, ale gdy docierała do „wielkich drzwi” zastawała je zamknięte. Ksiądz trzy razy uderzał w nie krzyżem i dopiero wtedy organista otwierał je od wewnątrz. Po dotarciu pod ołtarz ksiądz upadał i leżąc krzyżem modlił się. Potem asysta podnosiła kapłana i następowało poświęcenie palm[14]. Po powrocie z kościoła gospodarze z palmami obchodzili gospodarstwo. Następnie umieszczali je w różnych miejscach. Wkładali za ramy świętych obrazów lub wieszali skrzyżowane pod obrazami. Niektórzy jedną z poświęconych palm umieszczali za krokwią na strychu, inni zakopywali w rogach pola, jeszcze inni umieszczali w oborze za belką stropową. Wysokie kurpiowskie palmy stawiano w kątach izb. Z Niedzielą Palmową łączył się jeszcze jeden zwyczaj nazywany „palmowaniem”[15]. Praktykowano go na wschodnim Mazowszu. Wczesnym rankiem młodzi kawalerowie udawali się do domów wybranych panien. Wpuszczeni przez osoby wtajemniczone (dziadkowie, rodzice) ściągali z nich kołdrę i  smagali po nogach rózgami wierzbowymi wypowiadając słowa:

„Palma bije, nie ja bije,

Wielki dzień, za tydzień”

I niekiedy jeszcze dodając:

...ubierajsie, umywajsie

Do kościoła wybierajsie.”

WIELKI TYDZIEŃ

Wielki Tydzień był i pozostaje do dzisiaj czasem wzmożonych przygotowań do Święta Zmartwychwstania Pańskiego. Dawniej obfitował w liczne obrzędy kościelne i zwyczaje domowe. Na wsi obok religijnych postów i umartwień dawało się zauważyć radość z wiosennego odradzania się przyrody. Pierwsze oznaki życia stanowiły oczywisty sygnał, że ustępowała zima i następował nowy cykl wegetacyjny roślin. Ten fakt sprawiał, że ludzie także dążyli do odnowy zarówno w sferze materialnej jak i duchowej: kończono wiosenne porządki, upiększano wnętrza nowymi ozdobami, malowano i zdobiono jaja, przygotowywano potrawy świąteczne, uczestniczono w nabożeństwach i obrzędach kościelnych. Na wsi powszechnie sprzątano obejścia, oczyszczano ze śmieci ogródki, a ścieżki i podwórza wysypywano piaskiem. Domy mieszkalne starannie sprzątano. Szorowano podłogi i sprzęty. Wymieniano pościel na świąteczną (ozdobną). Ludzie kupowali nowe ubrania lub dokupowali dodatki. Starano się by wszystko było czyste i świeże. Porządki należało zakończyć najpóźniej w Wielki Wtorek. Izbom nadawano odświętny charakter dekorując je rozmaitymi ozdobami. Pod sufitami zawieszano pająki – ozdoby przestrzenne przypominające w swej formie kulę lub kryształ. Najstarsze wykonywano z kłosów zbóż, grochu czy piór. Wraz z upowszechnieniem się bibuły i kolorowego papieru w drugiej połowie XIX w., pająki stawały się  bardziej skomplikowanymi konstrukcjami nawiązującymi w swym kształcie do świeczników i żyrandoli dworskich i kościelnych. Najpopularniejsze pająki krystaliczne składały się z cewek słomianych nawlekanych na nitki i łączonych w kształt ostrosłupów przylegających do siebie podstawami. Dekorowano je papierowymi kwiatkami, piórkami, wydmuszkami jaj, nasionami. Odmianą pająków świecznikowych były tzw. pająki promieniste składające się z rozchodzących się promieniście łańcuchów lub skręconych spiralnie pasów bibuły[16]. Jedną z ciekawszych form zdobnictwa, szczególnie w okolicach Łowicza i Sannik, były wycinanki z kolorowego papieru. Jedno i wielobarwne, symetryczne i asymetryczne, ażurowe i płaszczyznowe przedstawiały motywy roślinne, zwierzęce oraz geometryczne. W okresie międzywojennym na wsiach upowszechniły się wielobarwne kwiaty z bibuły. Ułożone w formie bukietów płaskich lub przestrzennych stanowiły ozdobę ram obrazów (tzw. korony, rózgi) i domowych ołtarzyków.  Bibułkowymi serwetkami wykładano półki w kredensach i serwantkach, a okapy (kaptury) nad kuchniami obramowywano bibułkowymi wycinankami w kształcie ząbków. W oknach wieszano wycięte z bibuły lub papieru białe firanki Na ścianach pojawiały się bibułkowe ozdoby w kształcie serc. Tuz przed samymi świętami gliniane podłogi wysypywano białym piaskiem. Zdolniejsze gospodynie sypały z piasku rożne wzory, które przez cale święta były przedmiotem dumy ich autorki.

Dużo starań wkładano w przygotowanie świątecznego jedzenia. Na każdym stole musiało znaleźć się mięso. Aby zaspokoić apetyt na kiełbasy, kaszanki, szynki czy pasztety urządzano świniobicie. Zamożni gospodarze zabijali całego wieprza, mniej zamożni – „do spółki”, a biedni kupowali kawałek u rzeźnika w mieście. Z resztek mięsa gotowano salcesony,  robiono też „zimne nóżki”. Gospodynie piekły makowce, strucle oraz drożdżowe baby wielkanocne, które ozdabiały lukrem. Pieczono też biały chleb, ponieważ na co dzień, nawet w bogatych domach, spożywano głównie razowy. Jedzenia przygotowywano bardzo dużo, nie tylko ze względu na dużą liczebność  rodziny. Musiało go wystarczyć także dla niespodziewanych gości, biedaków, plebana i organisty odwiedzających domy parafian, a także dynguśników - chłopców i dziewcząt chodzących po dyngusie w Poniedziałek Wielkanocny.

Malowano duże ilości jaj. Jajko było i jest do dzisiaj nieodłącznym atrybutem Świąt Wielkanocnych. Od najdawniejszych czasów czczono je na całym świecie jako praźródło życia, symbol wszelkiego początku a także siły, rozrodczości, zdrowia, szczęścia[17]. W tradycji chrześcijańskiej jajko symbolizowało Chrystusa zmartwychwstałego. W wierzeniach ludu ze względu na swoją życiodajną moc, posiadało właściwości magiczne. W polskiej tradycji ludowej barwione lub zdobione jajka poświęcone w Wielką Sobotę miały zastosowanie w wiosennych obrzędach związanych z wegetacją roślin, uprawą ziemi, zamążpójściem, hodowlą zwierząt, a także w medycynie ludowej.  Skorupki jaj rzucano pod drzewka owocowe, by chroniły je przed szkodnikami; zakopywano na polach i w ogródkach, aby zapewnić dobre plony;  dodawano do paszy kurom by się dobrze niosły.  Zwyczajowo w Wielkanoc matki chrzestne obdarowywały pisankami swoich chodzących po dyngusie chrześniaków. W Poniedziałek Wielkanocny dziewczęta dawały chłopcom pisanki, chcąc wykupić się od dalszego oblewania. Podarowane kawalerom były dowodem sympatii, a często też miłości. Podczas śniadania rezurekcyjnego jajkiem wzajemnie się dzielono, życząc sobie jak najlepszego zdrowia i pomyślności[18].

W Polsce ślady najstarszych pisanek pochodzą z X w. z wykopalisk archeologicznych na Ostrówku Opolskim. Natomiast o zabawach malowanymi jajkami na początku XIII w. pisał Wincenty Kadłubek. Zdobieniem jaj zajmowały się kobiety. Na Mazowszu znane były wszystkie najważniejsze techniki zdobienia jaj. W zależności od sposobu zdobienia miały różne nazwy. Jednobarwne bez wzorów, farbowane w barwnikach roślinnych nazywano malowankami lub kraszankami, pisane wzorami z wosku - pisankami, wyskrobywane – rysowankami, oklejane rdzeniem sitowia i kolorową włóczką (Kurpie) lub papierowymi wycinakami (Sanniki, Łowicz) – „owijankami”[19] lub wyklejankami. Ornamentyka pisanek była niezwykle bogata: od motywów roślinnych, znaków solarnych (czyli motywów słońca), motywów zoomorficznych (zwierzęta), geometrycznych (figury geometryczne) po scenki rodzajowe. Na Mazowszu Płockim do farbowania jaj wykorzystywano korę dębu (kolor od brunatnego po czarny), łupiny cebuli (od żółtego do brązowego), pędy młodego żyta (odcienie zieleni), rzadziej jemiołę (od żółtego do seledynowego). Najbardziej popularną techniką zdobniczą był batik. Polegał na nanoszeniu wzorów z płynnego wosku na skorupce jajka na zmianę z farbowaniem. Gospodynie rysowały wzory łepkiem od szpilki lub zaostrzonym patyczkiem (tzw. pisakiem), następnie zanurzały jajko w barwniku i zdrapywały wosk. Najpiękniejsze wielobarwne pisanki tworzyły przez kilkukrotne nanoszenie wzorów na zmianę z farbowaniem w kilku barwnikach, zaczynając od najjaśniejszego. Niektóre na już ufarbowanym jajku wydrapywały rozmaite desenie kawałkiem szkła lub czubkiem nożyka.

Wielki Tydzień stanowił nagromadzenie obrzędów religijnych, mających ścisły związek z wydarzeniami opisanymi w Biblii. W kościołach „ubierano” Groby Chrystusa. Przy bocznym ołtarzu stawiano trumnę z figurą Chrystusa, lub budowano grotę. Obstawiano je doniczkami pelargonii przyniesionymi przez gospodynie z domów. W Wielki Czwartek na znak żałoby z powodu cierpień Chrystusa milkły dzwony w kościołach, zastępowane drewnianymi terkotkami i kołatkami.  Mieszkańcy wsi uważali, że hałas nimi wywoływany odstraszał złe. Dlatego jeszcze do początku XX w. gospodarze obchodzili z nimi kilkukrotnie całą wieś. W liturgii jest to dzień szczególny - pamiątka Ostatniej Wieczerzy, ustanowienie Najświętszego Sakramentu i sakramentu kapłaństwa.

W kościołach odprawiano i odprawia się do dziś tylko jedną mszę rozpoczynającą Triduum Paschalne, zakończone nieszporami w Niedzielę Zmartwychwstania. W katedrach i klasztorach celebrans umywa nogi 12 ubogim starcom, klerykom lub ministrantom. Jest to pamiątka umycia nóg apostołom przez Chrystusa przed ostatnią z nimi wieczerzą. Jest to również symbol pokory chrześcijańskiej oraz równości wszystkich ludzi wobec Boga. Dawniej czynność tę wykonywali biskupi, królowie polscy, możnowładcy. Opisuje to Łukasz Gołębiowski „Podobnież jak biskupi i królowie nasi w W. czwartek starcom umywali nogi. Zygmunt III był pierwszym, który ten obrządek statecznie dopełniał. Za Stanisława Augusta urząd jałmużnika zwykle odbywał Naruszewicz.”[20]. Do dnia dzisiejszego w Bazylice Watykańskiej papież obmywa i całuje nogi 12 starcom.

Wielki Piątek to w kościele dzień żałoby po śmierci Jezusa. Przypominają o tym  puste ołtarze i tabernakula oraz zasłonięte kirem figury Chrystusa. Zdjęcie z ołtarza obrusów jest symbolem opuszczenia Chrystusa i obnażenia Go z szat[21]. Nie odprawia się mszy świętej. Głównym elementem liturgii tego dnia jest Adoracja Krzyża, zakończona przeniesieniem Najświętszego Sakramentu z ciemnicy do Grobu Pańskiego. Na Północnym Mazowszu wieczorem w Wielki Piątek i w Wielką Sobotę kobiety odwiedzające Groby Pańskie przynosiły ze sobą „Światło dla Pana Jezusa” -  szklaneczki wypełnione wołowym łojem albo masłem z bawełnianym lub lnianym knotem[22]. W Wielki Piątek mężczyźni, przynajmniej symbolicznie (jeśli nie sprzyjała aura), rozpoczynali pracę w polu aby zapewnić sobie dobre plony. Kobiety uważały, że tego dnia należy zrobić pranie, a wtedy krowy będą dawały dużo mleka i będą dobrze się doić[23]. Księża zapraszali wyróżniających się dobrą opinią mężczyzn lub kawalerów do pełnienia straży grobowych, uformowanych na pamiątkę centurii rzymskiej, która pilnowała grobu Chrystusa w Jerozolimie. Wartownicy ubrani byli w uniformy wojskowe, kostiumy rzymskich żołnierzy czy mundury strażackie. Pełnili wartę przy Grobie do rezurekcji. W niektórych parafiach Mazowsza Płockiego (m.in.: w miejscowości Góra czy Drobin pod Płońskiem) straż występowała w barwnych strojach przypominających mundury tureckie a mieszkańcy wsi nazywali ją „Turkami”. Nazwa „Turki” upamiętniała odsiecz wiedeńską i pogrom pogańskich Turków przez chrześcijańskich Polaków. W pierwszy i drugi dzień Wielkanocy „Turki” obchodzili domy z życzeniami, za co otrzymywali datki i poczęstunek.

W Wielką Sobotę święcono pokarmy oraz ogień i wodę. Poświecenie ognia i wody odbywało się na cmentarzach przykościelnych. Ogień rozpalano ze starych krzyży i cierni (gałązki głogu lub tarniny). Płonący ogień święcił ksiądz. Żarzącą się gałązką zapalał następnie paschał - dużą świecę symbolizującą światło prawdy. Przyniesione do domu kawałki nadpalonych gałązek gospodarze zatykali w węgły budynku, by chroniły dom przed ogniem. Z dłuższych gałązek splatali niewielką koronę i zawieszali na krzyżyku nad drzwiami lub zatykali za obraz w izbie. Wodę nabierali do specjalnych flaszeczek i po powrocie kropili nią dom, zagrodę, inwentarz i domowników. Przechowywana w domu, służyła również przy różnych okazjach, jak narodziny dziecka, pierwszy siew czy kolęda.

Święcenie pokarmów odbywało się w dworach, wyznaczonych chałupach włościańskich, a we wsiach kościelnych  -  w kościołach. Dawniej proboszcz odwiedzał dwory w swojej parafii, święcił stoły pańskie, a potem pokarmy chłopów, którzy gromadzili się przed dworem. We wsiach, gdzie nie było dworu, pokarmy święcono w wyznaczonej chałupie. Gospodyni dekorowała wnętrze izby borówkami, widłakiem i barwinkiem. Na stole stawiała stojący krzyż (pasyjkę), baranka i układała swoje święcone. Sąsiadki przyniesione naczynia ze świeconym kładły na ławach ustawionych po bokach stołu. Do kosza stojącego przy drzwiach wkładały kilka surowych jaj jako podziękowanie dla plebana, tzw. „wykup”. Na początku XIX w. święcono wszystko, co przygotowane było do zjedzenia podczas świąt. Świeconym musieli najeść się wszyscy domownicy, stąd i jego ciężar był pokaźny. Z upływem lat ilość noszonego do poświęcenia jadła malała, a na początku XX w. mieściła się w koszyku, drewnianej niecce czy glinianej misie. Zawsze jednak starano się dbać o jakość i wygląd pokarmów. Najważniejsze w świeconym były jajka, chleb, sól, biały ser, korzeń chrzanu na pamiątkę męki Chrystusa, masło, kiełbasa lub kawałek mięsa. Pokarmy układano na białych, lnianych serwetach.

WIELKANOC

Święto Zmartwychwstania Pańskiego rozpoczyna rezurekcja - uroczysta trzygodzinna msza święta odprawiana o świcie w Wielką Niedzielę. Uczestniczyli w niej obowiązkowo wszyscy wierni, nawet z najbardziej odległych wsi. Zwolnione były tylko osoby obłożnie chore, starcy i małe dzieci. Rezurekcja rozpoczynała się procesją, podczas której przy biciu dzwonów Najświętszy Sakrament trzykrotnie obnoszono dookoła świątyni. Do dzisiaj wszyscy uczestnicy nabożeństwa śpiewają pieśń „Wesoły nam dzień dziś nastał…” .

W niektórych kościołach podczas nabożeństwa rezurekcyjnego, kiedy zabrzmiało Alleluja, straże grobowe z hukiem upadały na ziemię. Było to bardzo widowiskowe szczególnie dla dzieci. Wtedy przed kościołem na cześć Zmartwychwstałego Chrystusa starsi chłopcy i kawalerowie czynili hałas strzelając z tzw. Kalichlorku, albo dużych kluczy wypełnionych łatwopalną substancją i zatkniętych gwoździem, a nawet z fuzji[24]. Po zakończonej mszy gospodarze, którzy przyjeżdżali na mszę wozami lub furmankami, urządzali tzw. wyścigi furmanek[25]. Starali się jak najprędzej wrócić do domu wierząc, że ten, który jako pierwszy dotrze do domu, będzie miał najlepsze zbiory zboża i udane żniwa, będzie się też cieszył dobrym zdrowiem.

Największą domową uroczystość stanowiło śniadanie wielkanocne. Dla wielu mieszkańców wsi była to jedyna w roku okazja by najeść się do syta, a czasem i jedna w roku, kiedy mogli spróbować mięsa i kiełbasy. Rozpoczynano je od podzielenia się jajkiem oraz składania sobie życzeń zdrowia i pomyślności. Po podzieleniu się jajkiem, ale jeszcze przed rozpoczęciem uczty powszechnie zalecano zjedzenie chrzanu na pamiątkę cierpień Chrystusa. Zabieg ten miał także zapobiec bólom brzucha, zębów, katarom i kaszlowi. Obowiązkowo na stole wielkanocnym musiał znaleźć się baranek. Ustawiano go na łączce z rzeżuchy lub młodego owsa. Zwyczaj ten stał się bardzo powszechny za panowania Zygmunta III Wazy, a szlachta przypisywała mu wielką moc ochronną przed ogniem, wodą i piorunami[26]. Pierwszy dzień Wielkanocy był tak wielkim świętem, iż obowiązywał zakaz jakiejkolwiek pracy (poza karmieniem zwierząt). Upływał wyłącznie na odpoczynku i rozmowach w rodzinnym gronie. Biedacy zwykle na śniadanie wielkanocne zjadali całe święcone. Wieczorem w  Niedzielę Wielkanocną na Mazowszu Płockim zaczynali chodzić młodzi mężczyźni po tzw. „wykupie”. Podchodzili pod okna i śpiewali humorystyczne przyśpiewki dyngusowe. Gospodynie dawały im świąteczne jadło, a czasem i mocniejsze trunki.

W Poniedziałek Wielkanocny na mazowieckich wsiach panowała ogólna wrzawa. Od wczesnego ranka rozbrzmiewały krzyki i śmiech, szczególnie młodych panien obficie oblewanych wodą przez kawalerów. Na Mazowszu obrzęd ten nazywano „oblewanką” lub śmigusem[27]. Pomimo  dokuczliwości jego następstw (mokre ubranie, włosy, wychłodzenie, przeziębienie), był przyzwolonym przez wiejską społeczność rodzajem zalotów i świadczył o zainteresowaniu panną męskiego grona. Zbyt czyste i suche ubranie świadczyło o braku powodzenia. Kawalerowie bardzo gorliwie wypełniali ten „obowiązek”, używając drewnianych sikawek, wiader, cebrów i garnków.  Ładniejsze panny zaciągano nawet do stawu lub zanurzano w korycie do pojenia zwierząt. Mniej urodziwe, acz przedsiębiorcze panny, same się oblewały i mokre wychodziły na drogę. W południe wodą oblewała się już cała wieś, bez względu na płeć i wiek. Przyzwolenie na tak obfite oblewanie wodą wynikało z jej wyjątkowej w tym czasie mocy oczyszczającej. Od przymusowej kąpieli panny mogły się wykupić obdarowując upatrzonych kawalerów własnoręcznie wykonanymi pisankami. Mali chłopcy natomiast dzień rozpoczynali od chodzenia po wykupie. Obiegali domy z koszykiem zaczynając od matek chrzestnych, gdyż oprócz pisanek, ciasta czy kiełbasy mogli liczyć na drobne pieniądze.  Po południu domy zaczynały nawiedzać grupy chłopców i dziewcząt chodzące po „dyngusie”. Wygłaszali gospodarzom oracje, śpiewali pieśni i składali życzenia. Pod Płockiem można było usłyszeć:

Od jerzyny, do jerzyny,

wyłaź pani spod pierzyny.

Bo my dzisiaj rano wstali

drobną rosę otrząsali

My tu z wózkiem nie jedziemy,

co nam dacie, to weźmiemy (…)[28].

W niektórych wsiach „po wykupie” chodziły grupy chłopców wiozących na małym wózku kogutka.  Wykonywano go  z dyni, ciasta lub drewna, oblepiano  kogucimi piórami i przytwierdzano do deski. Wokół niego umieszczano drewniane figurki, które obracały się podczas jazdy. Kogut symbolizował męskość, urodę, płodność, a grupy te nazywano kurcarzami[29]. Kurcarze rozpoczynali obchód od dworu lub zamożniejszego gospodarza, następnie odwiedzali chaty składając życzenia lub śpiewając zalotne przyśpiewki:

A my z kurkiem rano wstali.

Pierwszą rosę otrząsali.

Nasz kureczek rano pieje,

Wstańcie panny po kądziele.

A wy, matki jeszcze śpijcie,

Bo się przez dzień narobicie[30].

Na odchodne oblewali panny, które po wyjściu za mąż mogły spodziewać się licznego potomstwa. Chodzenie po dyngusie kończyli w karczmie, gdzie trwonili wszystkie otrzymane pieniądze. Cały ten obrzęd miał służyć kojarzeniu par. Na Mazowszu w lany poniedziałek także dziewczęta miały przyzwolenie na obchodzenie wsi. Na tę okazję stroiły zieloną gałąź sosny albo świerku, ozdabiając ją barwnymi wstążkami, zdobionymi wydmuszkami jajek, jabłkami czy koralikami. Przed każdym domem śpiewały pieśni o wiośnie, plonach i Nowym Lecie, za co otrzymywały wielkanocne smakołyki. W czasie śpiewu jedna z dziewcząt obracała gałąź raz w jedną, raz w drugą stronę.

Nas gajik zielony,

pięknie ustrojony,

po wsi sobie chodzi,

 tak-ci mu się godzi.

Nie wiecie, nie wiecie,

co nas gajik wazy

na kázdej gałązce

zoty latar lezy.(…)[31]

Nazwa śmigus-dyngus stanowi dzisiaj połączenie dwóch zwyczajów: śmigusa polegającego na śmiganiu, uderzaniu się zielonymi gałązkami lub oblewaniu wodą oraz dyngusa – chodzenia „po wykupie”. Najprawdopodobniej oba słowa pochodzą z języka niemieckiego. Schmagustern oznaczał uderzanie brzozową rózgą po nogach w Wielkanoc[32]. „Dyngować” znaczyło tyle, co „otrzymywać wykup”. Informację o tym zwyczaju można znaleźć w materiałach synodu diecezji poznańskiej z XV w.: „Zabraniajcie aby w drugie i trzecie święto  wielkanocne mężczyźni kobiet a kobiety mężczyzn nie ważyli się napastować o jaja i inne podarki, co pospolicie się nazywa dyngować, ani do wody ciągnąć”[33].

Z Wielkanocą łączyły się jeszcze inne zabawy. Na wschodnim Mazowszu do II wojny światowej bardzo popularne były huśtawki wielkanocne. W Wielką Sobotę po południu chłopcy rozpoczynali budowę wysokich huśtawek z długich, liczących 6-8 m sosnowych drągów. Miały one różne lokalne nazwy: wozawki, huźdawki, wiuchawki. Starsi nazywali je szubienicami. Określenie to miało wydźwięk pejoratywny : „O juz postawili te subienice, jesce chtory kark skrenci”[34]. Na huśtawkach bujała się na stojąco głównie dorastająca młodzież (panny i kawalerowie). Wiązało się z tym wierzenie,  że kto podczas świąt pohuśtał się na wozawce,  tego przez cały rok nie  będzie bolała głowa. Wozawki stały na głównym placu wsi do „przewodów”. Potem je rozbierano, a pieniądze że sprzedaży drewna przeznaczano na zorganizowanie zabawy. Rozgrywano również zawody w palanta lub „w kręga”. W grze w kręga uczestniczyły dwie drużyny składające się z silniejszych i zręczniejszych chłopców. Do gry potrzebne były: masywny krąg ucięty z pnia drzewa (wielkości dużego płaskiego talerza), około metrowej długości drewniane kołki oraz wytyczone boisko. Gra polegała na ciskaniu lub toczeniu kręgu w stronę przeciwników. Ci z kolei zatrzymywali krąg drewnianym kołkiem i z miejsca, w którym upadł, oddawali rzut. Wygrywała drużyna, która cisnęła lub przetoczyła krąg poza pole przeciwników, przegrani ponosili karę[35]. Najmłodsze dzieci najchętniej grały w jajka. Stanisław Dworakowski tak opisywał tę zabawę: „Najpierw jeden z chłopców wyzywał swego rówieśnika: No to idziem na wybitki, a gdy ten wypróbowawszy na zębach twardość jajek, zgadzał się, wystawiał ukryte w garści jajko noskiem ku górze i w ten nosek również noskiem jajka uderzał drugi partner. Jeśli jeden z nosków pękł, gracz rozbite jajko odwracał drugim końcem (dupką), jeśli zaś i tym razem pękło - oddawał rozbite jajko zwycięzcy”[36]. Śmiało można stwierdzić, iż Poniedziałek Wielkanocny był najweselszym dniem w całym roku.

Święto Zmartwychwstania Pańskiego przypada na okres wiosenny, kiedy przyroda budzi się do życia, a światło zwycięża nad ciemnościami (dzień jest coraz dłuższy). Chrystus Zmartwychwstały – źródło nowego życia - znakomicie wpisał się w obrzędowość wiosenną obfitującą w liczne rytuały, niejednokrotnie mające swoje źródło w czasach przedchrześcijańskich. Święta Wielkiej Nocy są przykładem wzajemnego przenikania się religii oraz obyczajów domowych i rolniczych. Wielkanoc to najważniejsze  święto chrześcijan, dokonało się bowiem zapowiadane zbawienie rodzaju ludzkiego i pojednanie Boga z ludźmi. Jezus Chrystus swoją męką, śmiercią a przede wszystkim zmartwychwstaniem potwierdził, że jest Synem Bożym i proroctwa zapowiadane w dniu narodzin zostały dokonane.

źródło

foto

Obchody 79. rocznicy zbrodni katyńskiej

12 kwietnia 2019 r., o godzinie 12.00 zapraszamy na rynek w Serocku, gdzie odbędzie się apel pamięci z udziałem kompanii honorowej oraz złożenie kwiatów pod tablicą upamiętniającą pomordowanych i poległych za ojczyznę. Szczegóły na plakacie informacyjnym

  • Obchody 79. rocznicy zbrodni katyńskiej

NOWOŚĆ w Serocku – Wiesław Żmijewski wspomina kino w Serocku

Wiesław Żmijewski jest absolwentem Zasadniczej Szkoły Zawodowej Kinooperatorów, działającej w latach 1956 - 1977 roku w Markach, szkoły kształcącej fachowców związanych z przemysłem filmowym. Pracował w pułtuskim kinie Narew, w legionowskim Mazowszu i serockim kinie Nowość. Obecnie sołtys wsi Gąsiorowo. 

Jak rozpoczęła się Pana przygoda z kinem?
Moja przygoda z kinem rozpoczęła się od ukończenia szkoły kinooperatorów. Takowa mieściła się w Markach, w pałacyku Briggs’ów. Dziś mieści się tam zespół szkół obejmujący gimnazjum  i liceum, jedyną pamiątką po szkole kinooperatorów jest stojący w holu kinematograf i wspomnienia uczniów. A jednym z nich nie łatwo było się stać. Na 80 wolnych miejsc było 480 chętnych! Myślę, że nie tylko wiedza ale też szczęście zdecydowało, że stałem się uczniem tej szkoły. 
Po ukończeniu szkoły – w 1964 roku, rozpocząłem swoją pierwszą pracę – w kinie Narew w Pułtusku, dwa lata później pracowałem już w kinie Mazowsze w Legionowie, a w 1967 roku poszedłem do wojska. 


Odpoczynek od pracy?
Od pracy tak, ale nie od kina! 
W wojsku obsługiwałem radiowęzeł i… oczywiście kino. Jeździłem na planowania filmów do Warszawy. 


A jak trafił Pan do kina w Serocku?
To była odgórna decyzja Wojewódzkiego Zarządu Kin. Nie byłem zadowolony, marzyłem o awansie a nie pracy w małym kinie. W roku 1967, kiedy poszedłem do wojska, w serockim kinie trwał generalny remont. 7 listopada 1968 roku wyświetlony został pierwszy seans w nowo wyremontowanym kinie. Byłem jeszcze w wojsku, aparaturę projekcyjną obsługiwał w Serocku Zygmunt Wiśniewski nauczyciel, później dyrektor Szkół Rolniczych w Serocku, człowiek wielce zasłużony dla miasta, nie miał jednak kwalifikacji do obsługi sprzętu. Dlatego już następnego dnia po zakończeniu służby wojskowej 19 grudnia 1968 roku stawiłem się do pracy w  serockim kinie Nowość. 


I tak się rozpoczęła Pana wieloletnia przygoda z serockim kinem?
Praca w Serocku miała być tymczasowa, do chwili znalezienia fachowca z odpowiednimi kwalifikacjami ale ci szli do dużych kin, do lepiej płatnej pracy. 

Praca tymczasowa?
(Śmiech) Tak. Tymczasowa, trwająca 22 lata! 

Musiał Pan jednak polubić kino w Serocku?
Zdecydowanie. Z każdym dniem serockie kino stawało się bliższe mojemu sercu. A i na warunki pracy nie mogłem narzekać.  Muszę przyznać, że aparatura w jaką zostało wyposażone po remoncie nie ustępowała kinom o wyższej kategorii – aparaty stacjonarne na taśmę 35 mm, widownia na 113 miejsc, miękkie fotele, panoramiczny ekran – wyposażenie niemalże kina pierwszej kategorii.


A załoga? Ile osób pracowało w tym czasie w serockim kinie?
W grudniu 1968 roku załogę stanowili kierownik - Stanisława Gołąb, I kinooperatorem byłam ja, pomocnik – Zygmunt Wiśniewski, bileterka Janina Pałubińska, palacz Fryderyk Skłucki i Czesława Ściechura. 


Kino mieściło się przy dzisiejszej ulicy Pułtuskiej, przy skrzyżowaniu z ul. Zakroczymską?
Tak. Obok kina miał działkę Pan Sajnóg, od niego wiem, że przed wojną w miejscu ówczesnego, również było kino (red. kino Apollo, ul. 3-maja 4, miejsc 170, drugie serockie kino działało przy ul. Rynek 2, było to kino Minerwa na 157 miejsc  – informacja z 1933 r.)  


22 lata pracy w kinie to wiele wspomnień?
Zdecydowanie. Na przykład – wizyta Jaruzelskiego. Tak do końca nie wiadomo czy w kinie był, czy nie, bo nikt go nie widział. Dostaliśmy taką informację, w kabinie projekcyjnej mieliśmy aniołów stróżów, przed kinem stała karetka…


Można domniemywać, że jednak był.
Dokładnie. Ale kino w Serocku odwiedzali inne osobistości, aktorzy Hanna Skarżanka, Jan Himilsbach czy Iga Cembrzyńska. 


To ważne dla takiego małego kina.
Tak, trzeba jednak cały czas pamiętać, że kino w Serocku było zadbane. Wiele dobrego robił dla niego inżynier Bonifacy Obróbka kierownik Wojewódzkich Warsztatów Naprawczych, który z uwagi na swoją żonę pochodzącą z Serocka, dbał o nasze kino. W miarę możliwości pomagał w jego doposażaniu.  


W Pana głosie słychać dumę.
Pracowałem w serockim kinie 22 lata. Tu spędziłem swoją młodość, zawsze gdy przechodzę obok miejsca gdzie stało kino wracam do niego wspomnieniami. A było to prawie 30 lat temu… Wypowiedzenie pracy otrzymałem 30 kwietnia 1990 r., dwa miesiące później 30 czerwca 1990 r. odbył się ostatni seans filmowy w kinie Nowość.     

Serdeczne podziękowania dla Pana Wiesława Żmijewskiego za wspomnienia. Do tematu serockich kin będziemy powracać. 
 

  • archiwum prywatne Wiesława Żmijewskiego
    archiwum prywatne Wiesława Żmijewskiego
  • archiwum prywatne Wiesława Żmijewskiego
    archiwum prywatne Wiesława Żmijewskiego
  • archiwum prywatne Wiesława Żmijewskiego
    archiwum prywatne Wiesława Żmijewskiego
  • archiwum prywatne Wiesława Żmijewskiego
    archiwum prywatne Wiesława Żmijewskiego
  • archiwum prywatne Wiesława Żmijewskiego
    archiwum prywatne Wiesława Żmijewskiego
  • archiwum prywatne Wiesława Żmijewskiego
    archiwum prywatne Wiesława Żmijewskiego
  • archiwum prywatne Wiesława Żmijewskiego
    archiwum prywatne Wiesława Żmijewskiego
  • archiwum prywatne Wiesława Żmijewskiego
    archiwum prywatne Wiesława Żmijewskiego
  • Kalendarz wiadomości filmowych - 1933 r.
    Kalendarz wiadomości filmowych - 1933 r.
  • Kalendarz wiadomości filmowych 1933 r.
    Kalendarz wiadomości filmowych - 1933 r.
  • Kalendarz wiadomości filmowych - 1934 r.
    Kalendarz wiadomości filmowych - 1934 r.
  • Kalendarz wiadomości filmowych - 1934 r.
    Kalendarz wiadomości filmowych - 1934 r.

8 marca - Międzynarodowy Dzień Kobiet

8 marca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Kobiet. W Polsce przez wielu kojarzony jest z czasami PRL-u, kiedy święto kobiet miało charakter państwowy. Obowiązkowe były uroczystości w zakładach pracy, podczas których kobiety otrzymywały prezenty – m.in. kwiaty, rajstopy, mydło czy kawę – to, czego brakowało na rynku.  Święto, które z nazwy było świętem kobiet, w rzeczywistości służyło socjalistycznej propagandzie. Plakaty i nagłówki gazet - "Tysiące kobiet stają w szeregach przodowników pracy",  "Kobiety wiejskie postanowiły wzmóc walkę o podniesienie plonów z hektara", uzupełniane fotografiami uśmiechniętych pań przy fabrycznych maszynach - przypominały obywatelom o wielkich ideach socjalizmu.

W 1993 roku rząd Hanny Suchockiej oficjalnie zniósł państwowy charakter Dnia Kobiet. Dziś w Polsce 8 marca jest dniem wyrażania potrzeb i problemów, z jakimi na co dzień zmagają się kobiety, organizowane są marsze i manifestacje przypominające o ich prawach. Kwiaty i prezenty natomiast są miłym gestem, ale głównie wśród przyjaciół i w kręgu rodziny. 

Za pierwowzór Dnia Kobiet przyjąć można obchodzone w starożytnym Rzymie Matronalia. Było to święto przypadające na pierwszy tydzień marca, związane z początkiem nowego roku, macierzyństwem i płodnością. Z okazji tego święta mężowie obdarowywali swoje żony prezentami i spełniali ich życzenia.
Początki Międzynarodowego Dnia Kobiet wywodzą się z ruchów robotniczych w Ameryce Północnej i Europie. 

  • 28 lutego 1909 r. Socjalistyczna Partia Ameryki upamiętniła, odbywający się rok wcześniej, strajk nowojorskich pracownic przemysłu odzieżowego, podczas którego kobiety protestowały przeciw złym warunkom pracy.  
  • W roku 1910 w Kopenhadze Międzynarodówka Socjalistyczna ustanowiła Międzynarodowy Dzień Kobiet, który służyć miał krzewieniu idei praw kobiet oraz budowaniu społecznego wsparcia dla powszechnych praw wyborczych, nie ustalono jednak dokładnej daty obchodów.
  • W roku następnym Dzień Kobiet obchodzony był po raz pierwszy w Danii, Austrii, Niemczech i Szwajcarii. Głoszono hasła prawa kobiet do głosowania i zajmowania stanowisk publicznych oraz przeciw dyskryminacji. 
  • Międzynarodowy Dzień Kobiet w lata 1913-1914 to przede wszystkim demonstracje antywojenne.
  • 8 marca 1917 roku (23 lutego 1917 roku wg kalendarza juliańskiego) na ulice wyszły kobiety w Rosji strajkujące za „Chlebem i Pokojem”, manifestacja przerodziła się w antycarski wiec, cztery dni później Car abdykował, a  rząd tymczasowy przyznał kobietom prawa do głosowania.
  • W roku 1945 podpisana została Karta Narodów Zjednoczonych - pierwszym międzynarodowy dokument potwierdzający zasadę równości kobiet i mężczyzn. 
  • Rok 1975 został ogłoszony przez ONZ Międzynarodowym Rokiem Kobiet. Dwa lata później Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję, na mocy której Dzień Praw Kobiet i Pokoju na Świecie mógł być obchodzony w dowolnie wybranym przez Państwa Członkowskie dniu, zgodnie z tradycją danego kraju. 
  • Plakat

Każdy kiedyś był Dzieckiem - wspólnie stwórzmy wystawę!

Izba Pamięci i Tradycji Rybackich pragnie Państwa serdecznie zaprosić do wspólnego stworzenia wystawy – „Każdy kiedyś był Dzieckiem”. Jeśli posiadacie stare fotografie dzieci – swoje, swoich rodziców czy dziadków z czasów dziecięcych (okolicznościowe, szkolne, z rodzicami – wszystkie z dziećmi w roli głównej), prześlijcie lub przynieście je do nas. Interesują nas fotografie zrobione na terenie gminy Serock, do końca lat 50. XX w., szczególnie te zrobione w zakładach fotograficznych funkcjonujących na terenie obecnej gminy.

 
Z wybranych, spośród udostępnionych przez Państwa zdjęć, zostanie stworzona wystawa, którą zaprezentujemy w serockim ratuszu z okazji Dnia Dziecka. Tym, których zdjęcia wybierzemy podziękujemy upominkiem – niespodzianką. 


Na fotografie czekamy do końca kwietnia! Prosimy je przynieść do UMiG w Serocku, pokój nr 12, w godzinach pracy urzędu. Można je również przesłać wraz z krótkim opisem – kto jest na zdjęciu, gdzie i kiedy zostało zrobione – pocztą tradycyjną na adres: UMiG w Serocku, Referat Komunikacji Społecznej, ul. Rynek 21, 05-140 Serock, z dopiskiem „Każdy kiedyś był Dzieckiem”. Oczywiście udostępnione zdjęcia zeskanujemy i oddamy właścicielom.


W celu uzyskania szczegółowych informacji prosimy o kontakt: Marlena Strojecka, Referat Komunikacji Społecznej tel. 22 782 88 43, e-mail: izbapamieci@serock.pl. 
 

Muzeum Historyczne w Legionowie zaprasza

Dyrektor i Pracownicy Muzeum Historycznego w Legionowie zapraszają na otwarcie wystawy czasowej pt. „Nad głowami sosny szumiące… 100. rocznica nadania nazwy Legionowo”, które odbędzie się 17 marca 2019 r. (niedziela) o godz. 15.00 w Filii „Piaski” Muzeum Historycznego w Legionowie przy Al. Sybiraków 23.

W imieniu organizatorów serdecznie zapraszamy.

Zapraszamy na gminne ZAPUSTY!

Już w najbliższą niedzielę, 3 marca, wokół serockiego rynku przejdą Zapustnicy! Ze śpiewem na ustach, z terkotkami, grzechotkami i zawołaniami obrzędowymi. Po co spotkają się na rynku? Przyjdźcie i przekonajcie się sami. 3 marca, godzina 12.15. Zabierzcie z sobą grzechotki, dołączcie do korowodu, bawmy się!

1 marca - Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych

Zapraszamy do udziału w gminnych obchodach Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

1 marca:
godz. 11.30 - złożenie kwiatów i zapalenie zniczy pod tablicą pamięci - serocki rynek

godz. 12.00 – sala widowiskowa CKiCz w Serocku
Prelekcja dr. Artura Bojarskiego
„ŻOŁNIERZE WYKLĘCI NA PÓŁNOCNYM MAZOWSZU”

godz. 19.00 – CKiCz w Serocku
FILM „WYKLĘTY” W REŻ. KONRADA ŁĘCKIEGO
gatunek: dramat wojenny, czas projekcji 105 min
Bezpłatne bilety do nabycia w CKiCz w Serocku

 

3 marca
godz. 11.00 kościół ZNMP w Serocku
MSZA ŚW. W INTENCJI ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH

od 26 lutego do 11 marca 2019 r.
WYSTAWA „CZAS NIEZŁOMNYCH” W SEROCKIM RATUSZU.

Rola Folklora - zapraszamy na warsztaty!

Zapraszamy do udziału w realizacji projektu „Rola Folklora - czyli serockie poszukiwania lokalnej obrzędowości i gawędy o dawnych zwyczajach”. Działania w ramach projektu, którego beneficjentem jest Miasto i Gmina Serock, będą trwały przez cały 2019 rok. Zaczynamy już w lutym warsztatami teatralnymi i wokalno-muzycznymi. Efektem warsztatów będą cztery wydarzenia artystyczne przywołujące tradycyjną obrzędowość związaną z  Zapustami, Nocą Kupały, Dożynkami i Szczodrymi Godami. Trwałym efektem projektu będą - w końcowej jego fazie - wystawa i publikacja ”Tako rzecze dwurzecze”. 
 

WARSZTATY "ZAPUSTOWE"

Pierwszym widowiskiem obrzędowym będą lokalne Zapusty. W okresie karnawału, w marcu, po ulicach Serocka spacerować będą wesołe gromady przebierańców: dziadów, Cyganów, niedźwiedzi czy diabłów. Przypomnimy na czym polegał dawny Podkoziołek czy zwyczaj „chodzenia z Kozą”. Będą słomiane kukły, tańce i śpiewy, obrzędowe zawołania „na len i konopie”. Zwieńczeniem tych zabaw będzie symboliczne pogrzebanie Basa albo zabijanie Grajka.

HARMONOGRAM WARSZTATÓW:
9 lutego 2019 r. - spotkanie organizacyjne
16 lutego 2019 r.
23 lutego 2019 r.
2 marca 2019 r.

3 marca 2019 r. - WIDOWISKO OBRZĘDOWE NA SEROCKIM RYNKU

Warsztaty zaczynają się o godzinie 10.00 (zarówno teatralne jak i wokalno-muzyczne).
Miejsce: Klub Aktywności Społecznej, ul. Kościuszki 8A, Serock.

Nie ma konieczności wcześniejszych zapisów. Można dołączyć w dowolnym momencie. Wiek - bez ograniczeń (im nas więcej, tym weselej :)). Na miejscu jest możliwość przygotowania sobie kawy, herbaty, dostępna jest również mikrofala :). Udział w warsztatach jest bezpłatny. Najserdeczniej zapraszamy!

Kontakt:

Agnieszka Woźniakowska
Referat Komunikacji Społecznej UMiG Serock
tel. 22 782 88 43
a.wozniakowska@serock.pl; promocja@serock.pl

Więcej informacji TUTAJ.

Zaproście swoich bliskich – rodzinę, przyjaciół, opowiedzcie o projekcie znajomym. Potrzebujemy waszej pomocy w jego realizacji i promocji! :)

 

Fotograficzny zapis flisu z Ulanowa do Gdańska - wystawa w serockim ratuszu

Ulanowskie Bractwo Flisackie powstało w 1991 roku, w celu kultywowania i rozwijania tradycji flisackich, z których w dawnych czasach Ulanów słynął. Położony nad ujściem Tanwi do Sanu przez długi czas był ważnym centrum handlu i transportu wodnego do Warszawy i Gdańska, nazywano go „Galicyjskim Gdańskiem, gdzie też i najwięcej galarów do spławiania zboża i innych ziemiopłodów się buduję”. 


W roku 1730, w Ulinie – bo tak dawniej nazywano podkarpacki Ulanów - powstało Bractwo św. Barbary, z którego wykształcił się Cech Retmański i Sternicki (1765 r.) Obok produktów rolnych ulanowscy flisacy transportowali na ogół drzewo, jako surowiec nieobrobiony w postaci ogromnych wyciętych w Puszczy Sandomierskiej dębów, sosen, oraz jodeł. Te ostatnie wykorzystywano na maszty do statków morskich. Poza tym spławiano artykuły drewnopochodne, typu smoła, dziegieć, potaż, itp. Z kolei powracając do domu, przywozili różnego rodzaju towary, których nie można było dostać na miejscu, począwszy od różnokolorowych nici do wyszywania i zdobienia strojów, przez igły, chusty, korale itp. Zarobione na „pływance” pieniądze musiały rodzinie flisackiej wystarczyć na całoroczne utrzymanie. Powracano z rejsów na świętą Barbarę, którą flisacy czcili jako swą patronkę, chroniącą ich od gwałtownej i niespodziewanej śmierci.


Po długiej przerwie powróciło Bractwo Flisackie, które „stoi na gruncie historycznych tradycji flisackich” i promuje je w wersji rekreacyjno-turystycznej, a niewątpliwie wyprawa tratwą z Ulanowa do Gdańska takim wydarzeniem była. Flis rozpoczął się 2 lipca 2017 roku, a jego celem było przebycie ponad 750-kilometrowej trasy w warunkach spartańskich, podobnych do tych sprzed wieków . 


Życie w dawnym Serocku, z racji położenia przy zbiegu dwóch rzek, również ściśle związane było z wodą. Z badań archeologicznych i historycznych dokumentów wiemy, że flisacy stworzyli tu charakterystyczną kulturę pełną symbolicznych zwyczajów i zachowań, mimo że Serock i Ulanów dzielą setki kilometrów to postać flisaka niewątpliwie je łączy. Ulanowscy flisacy towarzyszyli nam podczas uroczystego otwarcia Izby Pamięci i Tradycji Rybackich a także warsztatów rzemieślniczych na podgrodziu „To Barbarki robota”. 
W dniach 22 stycznia – 7 lutego zapraszamy Państwa do serockiego ratusza, gdzie zaprezentowana zostanie wystawa - relacja z flisu członków Bractwa Flisackiego pod wezwaniem świętej Barbary w Ulanowie, w której uczestniczył autor zdjęć – Andrzej Łada. Serdecznie dziękujemy Bractwu oraz fundacji NOVA, za współorganizację wystawy .  

  • Wystawa Flisacy
  • Wystawa Flisacy
  • Wystawa Flisacy
  • Wystawa Flisacy
  • Wystawa Flisacy
  • Wystawa Flisacy
  • Wystawa Flisacy
  • Wystawa Flisacy
  • Wystawa Flisacy
  • Wystawa Flisacy
  • Wystawa Flisacy
  • Wystawa Flisacy
  • Wystawa - flisacy

Kapsuła Niepodległości w Legionowie

W poniedziałek, 31 grudnia 2018 r., w roku ważnego jubileuszu: 100-lecia odzyskania przez Polskę Niepodległości, na terenie Powiatowego Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Legionowie wkopana została Kapsuła Niepodległości. Złożono  w niej pamiątki – monety, znaczki, filmy i zdjęcia obrazujące dzisiejsze życie mieszkańców Powiatu Legionowskiego, a także list od nich do przyszłych pokoleń. Wśród pamiątek znalazł się Serocki Dukat wybity specjalnie z okazji 600-lecia nadania Serockowi praw miejskich oraz pendrive z teledyskiem do napisanej z okazji tego jubileuszu piosenki - "Serock 600". W kapsule umieszczono również specjalne wydanie Mazowieckiego To i Owo z prezentacjami gmin Powiatu Legionowskiego -  m.in. z prezentacją pt. Serock - A.D. 2018. Na stronach wydania tego numeru gazety pojawiło się też kalendarium najważniejszych, historycznych wydarzeń z naszego terenu od 1918 roku. Otwarcie kapsuły ma nastąpić za 50 lat – 11 listopada 2068 r.

Zdjęcia: Powiat  Legionowski

  • Kapsuła Niepodległości w Legionowie
  • Kapsuła Niepodległości w Legionowie
  • Kapsuła Niepodległości w Legionowie
  • Kapsuła Niepodległości w Legionowie
  • Kapsuła Niepodległości w Legionowie
  • Kapsuła Niepodległości w Legionowie
  • Kapsuła Niepodległości w Legionowie
  • Kapsuła Niepodległości w Legionowie
  • Kapsuła Niepodległości w Legionowie
  • Kapsuła Niepodległości w Legionowie
  • Kapsuła Niepodległości w Legionowie
  • Kapsuła Niepodległości w Legionowie
  • Kapsuła Niepodległości w Legionowie
  • Kapsuła Niepodległości w Legionowie
  • Kapsuła Niepodległości w Legionowie
  • Kapsuła Niepodległości w Legionowie
Powrót do topu strony